Tajemnicza atrakcyjność człowieka

 Dr. Agnieszka Żelaźniewicz – Katedra Biologii Człowieka, Wydział Nauk Biologicznych Uniwersytetu Wrocławskiego. Laureatka IgNobla w dziedzinie ekonomii za pracę „National income inequality predicts cultural variation in mouth to mouth kissing” (link do pełnego artykułu: https://tiny.pl/7pppg).

Wywiad przeprowadziła Ewa Stefanik – Fundacja Marsz Dla Nauki.

Ewa Stefanik: Biologia atrakcyjności nie należy do najpopularniejszych gałęzi biologii, mimo to  jest to niezwykle przystępny i przyjemny temat. Czy to właśnie był powód, który skłonił Panią do rozpoczęcia pracy związanej z biologią człowieka i tego, jak postrzegana jest nasza atrakcyjność?

Dr. Agnieszka Żelaźniewicz: Niewątpliwie był to jeden z powodów. Jest to temat, który dotyczy każdego z Nas i właściwie każdego choć trochę interesuje. Zaczęłam się zajmować tymi zagadnieniami dzięki profesorowi Bogusławowi Pawłowskiemu, pod którego kierunkiem najpierw pisałam magisterium, a następnie  doktorat. W badaniach analizowałam adaptacyjne znaczenie cech atrakcyjnych fizycznie, ale także ewolucyjne, biologiczne podłoża zachowań człowieka. Obecnie w naszym zespole zajmujemy się przede wszystkim sygnalizacyjną rolą atrakcyjności, weryfikując założenia hipotez biologii ewolucyjnej, zakładających że cechy atrakcyjne są sygnałami kondycji biologicznej człowieka. W prostszych słowach, poszukujemy związku cech morfologicznych z parametrami zdrowia czy płodności. Jednocześnie, zajmując się właśnie zagadnieniami kondycji biologicznej wkraczamy w zagadnienia medycyny ewolucyjnej, która pomaga zrozumieć zdrowie i choroby w oparciu o teorię ewolucji. Tutaj przede wszystkim analizujemy zmienność parametrów fizjologicznych, hormonalnych, czy biochemicznych u osób zdrowych, choć obecnie prowadzimy również projekt badawczy związany z kobietami cierpiącymi na chorobę Hashimoto.

(przyp. red.: Na prośbę Pani Doktor zamieszczamy informację dotyczącą badań związanych z chorobą Hashimoto. Zapraszamy do udziału w badaniu kobiety ze stwierdzonym limfocytarnym zapaleniem tarczycy typu Hashimoto lub niedoczynnością tarczycy, ale bez włączonego leczenia farmakologicznego. Więcej informacji na stronie Katedry Biologii Człowieka UWr: http://www.antropo.uni.wroc.pl/badanie-hashimoto).

E.S.: Ja swój pierwszy kontakt  z biologią atrakcyjności miałam poprzez książkę „Naga Małpa” Desmonda Morrisa. Po jej lekturze dociera do czytelnika, że to, jak wyglądamy, nie jest czystym przypadkiem, lecz przemyślaną konsekwencją ewolucji.

A.Ż.: Faktycznie jest to ciekawa książka, mimo wszystko jest ona bardziej pozycją popularnonaukową, nie naukową. Często rozmawiając o atrakcyjności człowieka ludzie wychodzą z założenia, że są to nieistotne sprawy. Dlatego staramy się pokazać, że te zagadnienia mają mocne ugruntowanie teoretyczne i ewolucyjne, a także są ważnymi kwestiami, dotyczącymi tego jak postrzegamy drugiego człowieka czy naszego zdrowia. Jest to temat warty zbadania ponieważ nadal nie wiemy w pełni, czemu niektóre cechy są dla nas bardziej lub mniej atrakcyjne.

E.S.: Nawiązując do ewolucji i znanego przykładu pawiego ogona – czy na podstawie analizy jakie cechy były w przeszłości preferowane przez ewolucję, jesteśmy w stanie przewidzieć jej przyszłość?

A.Ż.:  To trudne pytanie, dotyczące tego w jakim stopniu dobór ma wpływ na dalszą ewolucję naszego gatunku. Musimy pamiętać, że dzięki naszej wiedzy, rozwojowi medycyny jesteśmy w stanie się oprzeć niektórym mechanizmom doboru naturalnego. Jesteśmy w stanie zwiększyć szanse przeżycia, a także reprodukcji, osób, które będąc nosicielami słabszych genów, kiedyś by nie przeżyły czy miałyby niewielkie szanse na wydanie potomstwa. Mimo to człowiek nadal ewoluuje, ponieważ biologia zawsze nas dopadnie nawet kiedy próbujemy się od niej uniezależniać i mimo, że mechanizmy ewolucji są wciąż te same, to presja środowiskowa, z którą się zmagamy jest różna niż ta, której doświadczali nasi przodkowie. W chwili obecnej, najciekawszych dowodów na dalszą ewolucję człowieka dostarcza nam genetyka, a zmiany mogą być mniej spektakularne na gołe oko niż ogon pawia, i mogą dotyczyć przykładowo układu immunologicznego. Oczywiście również w kwestii samego wyglądu obserwujemy pewne zmiany, ale wiele z nich związanych jest z poprawiającymi się warunkami bytowymi, które stale zachodzą od końca II wojny światowej, a nawet od końca XIX wieku. Jedną z takich najszerzej opisywanych zmian jest to, że  – stajemy się coraz wyżsi. Nie jest to natomiast zmiana ewolucyjna lecz trend sekularny (przyp. red.:  są to tendencje zachodzące między pokoleniami, obejmujące zmiany w rozwoju biologicznym wynikające z rozwoju cywilizacji, nie mające podłoża genetycznego), który jest związany z warunkami socjoekonomiczymi danej populacji. Jeżeli te by się pogorszyły, najprawdopodobniej następne pokolenie byłoby zbliżone wysokością ciała naszych dziadków. Natomiast możemy sobie postawić pytanie jakie będą tego konsekwencje? Czy pociągnie to za sobą dalsze zmiany morfologiczne, fizjologiczne konieczne do utrzymania prawidłowego funkcjonowania wysokiego ciała? Kolejnym przykładem jest zwiększająca się masa naszego ciała. W latach 80-tych XX w. masowo zaczęła dotykać nas otyłość. W tym przypadku również nie wiemy, czy nie dojdzie w przyszłości do, przykładowo, lekkiego rozłączenia otyłości z chorobami kardiometabolicznymi, bo nasze organizmy staną się bardziej odporne na negatywne konsekwencje zdrowotne nadmiaru tkanki tłuszczowej.

E.S.: Wracając jeszcze do biologii atrakcyjności w tej bardziej klasycznej formie, chciałabym zapytać Panią o praktyczne zastosowanie badań polegających na przykład na ocenie atrakcyjności twarzy poszczególnych kobiet. Czy, poza zaspokojeniem naszej naukowej ciekawości – ciekawości tego, jak działa świat i człowiek, jesteśmy w stanie wyciągać wnioski przydatne w życiu codziennym z badań nad atrakcyjnością?

A.Ż.: Takie badania wykorzystywane są na przykład w medycynie estetycznej czy reklamie. Ale także mogą stanowić dla nas istotną informację w życiu codziennym. Na przykład, jeżeli udowodnimy, że poziom estradiolu jest powiązany z atrakcyjnością twarzy kobiety, zaczniemy następnie poszukiwać konkretnej cechy twarzy,  na którą ten konkretny hormon wpływa, i odkryjemy, że  – przykładowo hormon ten poprawia ukrwienie twarzy. Następnie przeprowadzimy osobne badania, odpowiadające na pytanie czy lepiej ukrwiona twarz jest odbierana jako bardziej atrakcyjna. Jeżeli wyniki okażą się pozytywne, wystarczy tylko aby kobieta, chcąca być postrzegana jako atrakcyjna, zaczęła używać więcej różu.

E.S.: Przejdźmy do meritum naszej dzisiejszej rozmowy. Bardzo serdecznie w imieniu całej fundacji Marsz Dla Nauki gratuluję Pani zdobytej nagrody IgNobla. Dla osób niezwiązanych z nauką nazwa tej nagrody bywa często myląca, jednak jako osoby zajmujące się nauką wiemy, że zauważenie  i docenienie badań nagrodzonych IgNoblem jest dużym sukcesem. Niewątpliwie nagrody są przyznawane badaniom, których temat początkowo może rozbawić, jednak po zgłębieniu tematu skłaniają one do przemyśleń. Czy pamięta Pani pierwszą swoją reakcję po otrzymaniu informacji o wygranej?

A.Ż.: Moją pierwszą reakcją było przyjemne zaskoczenie. Bardzo się z tego ucieszyłam oraz nieco mnie to rozbawiło. Oczywiście w pozytywnym kontekście.

E.S.: Jest Pani biologiem, a jednak nagroda została przyznana Pani w kategorii ekonomii. Przyznam szczerze, że połączenie PKB oraz innych wskaźników ekonomicznych z częstością całowania się w usta przez obywateli danego kraju, byłoby ostatnią rzeczą, jaka mogłaby mi przyjść do głowy. Jak zrodził się pomysł na te badania?

A.Ż.: W naszym badaniu podjęliśmy próbę weryfikacji hipotez, wyjaśniających możliwe adaptacyjne znaczenie pocałunków. Dla Nas, mieszkańców tzw. krajów WEIRD (przyp. red.: Western, Educated, Industrialized, Rich and Democratic), całowanie się jest codziennością i właściwie jest wszechobecne. Istnieją natomiast społeczeństwa, w których gest całowania jest mało popularny, a w niektórych wręcz niespotykany. Również u szympansów czy bonobo obserwujemy pocałunki, dlatego można podejrzewać, że ten gest, mimo że nie jest uniwersalny w społecznościach ludzkich, ma biologiczne znaczenie. Do tej pory wiodące były dwie hipotezy. Pierwsza z nich tłumaczyła rolę całowania jako formę „przetestowania” potencjalnego partnera i podkreślała jego szczególną rolę w początkowych fazach związku. W naszym badaniu założyliśmy, że takie testowanie kondycji partnera byłoby istotniejsze w populacjach mniej zdrowych lub bardziej narażonych na różnego rodzaju patogeny. W celu oceny tego narażenia wykorzystaliśmy wskaźnik pojawiania się chorób zakaźnych w danym kraju. Druga hipoteza zakłada, że całowanie się służy do podtrzymania więzi między partnerami, a więc jest ono szczególnie istotne na dalszych etapach związku. Tutaj założyliśmy, że w krajach o gorszych warunkach środowiskowych monogamia i wzajemne poświęcenie dla związku jest istotne, ponieważ utrzymanie tej relacji z partnerem jest ważne przy dbaniu o potomstwo. Ponieważ analizowaliśmy częstość pocałunków w krajach relatywnie dobrze rozwiniętych, jako mierniki trudności warunków środowiskowych wykorzystaliśmy wskaźnik PKB, mówiący o ogólnej zasobności populacji, oraz wskaźnik Giniego, odzwierciedlający nierówności dochodowe w danej populacji. 

E.S.: Znalezienie informacji o PKB oraz pozostałych wspomnianych wcześniej wskaźnikach nie jest trudne, ponieważ są to informacje powszechnie dostępna. W jaki sposób wyglądało zbieranie danych dotyczących częstotliwości pocałunków w usta?

A.Ż.: W trakcie badań przeprowadziliśmy ankiety w 13 krajach. Pytaliśmy o to, jak często ludzie się całują, w zależności od tego na jakim etapie związku się znajdują – jakie ma to dla nich znaczenie na początku, a jakie na późniejszych etapach. Zadawaliśmy pytania również o to, co według nich składa się na dobry pocałunek. Właściwie we wszystkich krajach całowanie było ważniejsze na dalszych etapach relacji.

E.S.: Czyli udało się częściowo potwierdzić hipotezę drugą, zakładającą większe znaczenie pocałunków w populacjach o trudniejszych warunkach środowiskowych, prezentowanych przez wyższy współczynnik Giniego. Czy te badania są już tematem zamkniętym czy raczej zamierza je Pani kontynuować w przyszłości? Może już zaczęła Pani badać inny aspekt naszej atrakcyjności?

A.Ż.: Przymierzamy się do dalszych analiz ponieważ, w zebranej bazie danych mamy jeszcze wiele interesujących informacji. Tym razem zajęliśmy się jednak kwestią kto pierwszy wyznaje miłość w parze, ale na szerszy komentarz wyników proszę poczekać do publikacji naszej pracy.  Natomiast w naszym zespole badawczym zajmujemy się zupełnie innym tematem. Przymierzamy się do analiz danych zbieranych w  ubiegłym roku w ramach badania, w którym weryfikowaliśmy tzw. hipotezę handicapu oksydacyjnego u mężczyzn. Na czym to polega? Otóż, chcemy spróbować wyjaśnić dlaczego maskulinizacja u mężczyzn, która jest dodatnio powiązana z poziomem testosteronu, jest postrzegana jako cecha atrakcyjna fizycznie. Badania prowadzone na zwierzętach sugerują, że maskulinizacja jest cechą atrakcyjną, ponieważ testosteron działa hamująco na układ immunologiczny, zapewniając „uczciwość” tego sygnału biologicznego. W skrócie – bardziej zmaskulinizowani mężczyźni cechują się wysoką kondycją biologiczną ponieważ są w stanie sobie pozwolić na wysoki poziom testosteronu,  jednocześnie radząc sobie z jego hamującym działaniem na układ odpornościowy. Problem jest taki, że te zależności obserwowane są u zwierząt, ale niekoniecznie u ludzi. Dlatego postawiliśmy hipotezę, że może chodzić o wpływ testosteronu nie na układ immunologiczny, ale o jego działanie prooksydacyjne. Wyższy poziom testosteronu wiąże się z podwyższonym poziomem wolnych rodników, a więc można przypuszczać, że jedynie mężczyzna o wysokiej zdolności antyoksydacyjnej jest w stanie pozwolić sobie na wysoki poziom testosteronu, a co za tym idzie jest bardziej zmaskulinizowany. W takim rozumieniu stopień maskulinizacji jest właśnie biologicznym sygnałem zdolności antyoksydacyjnej mężczyzny i dlatego jest atrakcyjny.

E.S.: Tak jak wspominała Pani na początku, obecnie biologia atrakcyjności człowieka wykracza znacznie poza swoje klasyczne początki. W związku  z tym na koniec chciałabym zapytać Panią czy widziałaby się Pani obecnie w jakiejś innej dziedzinie biologii?

A.Ż.: Być może tak, cała biologia jest niezwykle fascynująca, jednak tym, co najmocniej gra mi duszy, jest wszystko związane z człowiekiem. Obecnie do testowania hipotez z zakresu biologii człowieka potrzebujemy narzędzi z całego spektrum biologii. Badania z obszaru biologii człowieka są właściwie multidyscyplinarne, wykorzystujemy metody badawcze i wiedzę z fizjologii, mikrobiologii, immunologii, genetyki, a czasami nawet botanika może być przydatna. 

W imieniu całej fundacji Marsz Dla Nauki bardzo serdecznie dziękujemy Pani Doktor za wzięcie udziału w wywiadzie oraz życzymy dalszej kariery naukowej równej Andrieja Gejma, który 10 lat po otrzymaniu nagrody IgNobla został nagrodzony Noblem.